Audiolab D7 to niewielkich rozmiarów przetwornik cyfrowo-analogowy posiadający wbudowany wzmacniacz słuchawkowy. Jest to jednocześnie urządzenie ciekawe z wielu innych, już niekoniecznie aż tak oczywistych względów. Otóż tak się składa, że ładnych parę lat temu, jeszcze w 2011 roku Audiolab wprowadził na rynek urządzenie o nazwie M-DAC. Był to wtedy jeden z tych przetworników, które zapoczątkowały falę relatywnie przystępnych cenowo urządzeń, które oferowały – właśnie w swoim przedziale – nie tylko bardzo dobre brzmienie, ale też nowoczesną funkcjonalność oraz ogólnie pojętą przystępną formę. Były to czasy, kiedy na rynku przetworników cyfrowo-analogowych zadebiutowały urządzenia oparte o układy Sabre marki ESS Technology.
Posiadały one architekturę delta-sigma, jednakże jedną z głównych cech ich konstrukcji był modulator Hyperstream (jeden z najważniejszych elementów architektury układów który jest wykorzystywany do dzisiaj, teraz już w czwartej wersji). Układy ESSa były przełomowe o tyle – że patrząc od strony technicznej – były pierwszymi układami delta-sigma, które nie posiadały wad tego typu rozwiązań. Nie wdając się już za bardzo w szczegóły techniczne, chodzi właśnie o konstrukcję modulatora, który posiadał praktycznie pełną głębokość modulacji oraz był pozbawiony fluktacji tak zwanych „state variable”.
To oczywiście temat na osobną historię, natomiast ta druga cecha jest często wiązana przez konstruktorów z przejrzystym brzmieniem (w dobrej aplikacji) tego typu układów. Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Ano dlatego, że już począwszy od M-DACa Audiolab korzystał z układów kanadyjskiej firmy i przez to powinien posiadać doświadczenie w ich – jak się okazuje dość kluczowej dla efektu końcowego – aplikacji. W pewnym sensie D7 można też postrzegać, jako niezwykle ważny dla samego Audiolaba produkt będący pewnego rodzaju ideowym spadkobiercą właśnie modelu M-DAC…..
Czytaj cały TEST